Dziś właśnie o tym opowieść. Że nei ma przypadków. I że, choćbyśmy się nie wiadomo jak starali, pewne rzeczy są nam po prostu pisane. A było tak: chwilę przed świątecznym spotkaniem Dzieciaków z Mikołajem okazało się, że będzie też muzyka, ale nie będzie komu zaśpiewać. Rwaliśmy sobie włosy z głowy, a Błażej rozgrzewając instrumenty pytał czy ktoś z wolontariuszy choć trochę umie śpiewać. Odpowiedzi były negatywne, powoli godziliśmy się z tym, że nie będzie głosu
prowadzącego nasz oddziałowy zespół śpiewających Wojowników. I wtedy, spóźniona (bo nawalił autobus) wpadła na oddział roześmiana od ucha do ucha dziewczyna. Miała pomagać roznosić barszcz, ale Błażej wyłapał ja przy windzie i z absolutną rezygnacją w głosie zadał sakramentalne pytanie o śpiew. Skinęła głową, zrzuciła kurtkę, chwyciła za mikrofon i… było jak w amerykańskim filmie! Zaczęła śpiewać, a na oddziale zrobiło się cicho. Jej głos wibrował, nadawała znanym nutom niesamowite brzmienie, w serca wlewała radość i otuchę. Zbieraliśmy szczęki z podłogi i pytaliśmy KTO TO? Dziewczyna to Jagoda GODA Wojciechowska. Ktoś już zdążył powiedzieć o niej, że to wschodząca gwiazda polskiej sceny jazzowej! Dla nas to po prostu Jagódka, Jaga, Goda . Niezwykle ciepła i empatyczna osoba. Właśnie zaczęła pisać dla nas piosenkę. Cudownie jest takimi wieściami zaczynać tydzień, prawda?